Masz już dość niekończących się pytań ciotek na imprezach rodzinnych: „A kiedy doktorat?” albo „To ty jeszcze nie jesteś Ph Doctor?”. Mamy dobrą wiadomość – nie musisz już uciekać oknem z obiadu. Wystarczy, że przeczytasz ten artykuł i dowiesz się, jak wybrać najlepszy program doktorancki, by z klasą odpowiedzieć: „Tak, ciociu, jestem na drodze do zostania doktorem – takim prawdziwym, nie od grypy”.
Nie każdy doktor nosi stetoskop
Pierwsza zasada świata akademickiego: doktor doktorowi nierówny. Ph Doctor to nie to samo, co internista z przychodni, który przepisał ci Amoksycylinę na przeziębienie. Programy doktoranckie (czyli wspomniane PhD – Doctor of Philosophy) istnieją praktycznie w każdej dziedzinie – od biologii molekularnej po teorię literatury perskiej z XVIII wieku. Dlatego pierwszym krokiem w wyborze programu doktoranckiego powinno być określenie swojej pasji. Tak, pasji! Bo zakochasz się – w badaniach, publikacjach i… niekończących się poprawkach od promotora.
Gdzie iść, gdy nie wiesz, gdzie iść?
Teraz, gdy już wiesz, że chcesz być Ph Doctor i nie jest to tytuł tylko dla wybranych, czas zastanowić się nad uczelnią. Polskie uniwersytety oferują coraz więcej programów doktoranckich w języku angielskim, ale jeżeli marzy ci się zagraniczna kariera naukowa i tytuł zdobyty na renomowanym uniwersytecie – pamiętaj, że aplikacja to nie wypad do Biedronki. Potrzebujesz CV, konspektu badań, listów motywacyjnych, a czasem i kreatywnego użycia memów (no dobrze, może niekoniecznie tych ostatnich). Znajdź uczelnię, która specjalizuje się w twojej działce – to znacząco zwiększy szanse na sukces akademicki, a także… twoje zadowolenie z życia.
Promotor – sojusznik czy wróg?
Wybór promotora to jak wejście w związek. Serio. Może nie będziecie dzielić lodówki, ale na pewno podzielicie ze sobą wiele stresów, emocji i… e-maili z załącznikami zatytułowanymi „ostateczna wersja V73_poprawione”. Dobry promotor to taki, który nie tylko zna się na tym, co robisz, ale który chce cię wspierać. Szukaj takiego, który jest aktywny naukowo, ma na koncie publikacje, ale też nie zniknie z radaru na pół roku, bo akurat pisze własną książkę o hiperstrukturach kwantowych w buddyzmie zen.
Motywacja, czyli kiedy masz ochotę uciec do lasu
Tytuł Ph Doctor nie przyznaje się za piękne oczy ani za wpisanie „jestem zmotywowany” w liście motywacyjnym. Motywacja to ten magiczny składnik, który sprawi, że przetrwasz niekończące się godziny w bibliotece, odrzucenia artykułów przez recenzentów i niezrozumienie znajomych („Powiedz jeszcze raz, czym ty się zajmujesz?”). Warto przypominać sobie, dlaczego zaczęliśmy tę drogę – bo chcemy pozostawić naukowy ślad, bo kochamy to, co robimy, albo po prostu – bo obiecaliśmy sobie, że napiszemy kiedyś książkę, której nikt nie przeczyta, ale która będzie miała cudowny przypis nr 97.
Naukowa kariera po doktoracie? To możliwe!
Niektórzy twierdzą, że po doktoracie czeka tylko pustka, kawa z mlekiem sojowym i korekta cudzych prac. Ale nie daj się zwieść – ścieżka naukowa może być fascynująca i pełna niespodzianek. Możesz prowadzić własne badania, działać w międzynarodowych projektach (czytaj: wyjazdy służbowe do Paryża), uczyć innych i stawać się ekspertem w swojej dziedzinie. Co więcej, coraz więcej firm docenia doktorantów – bo potrafią analizować dane, myśleć krytycznie i przetrwać bez snu przez trzy doby. A to niebagatelne umiejętności na rynku pracy!
Na zakończenie warto powiedzieć: doktorat to nie spacer po parku, ale raczej wymagający ultramaraton z tabliczką „meta” napisaną na kartce samoprzylepnej. Jednak dla wielu osób staje się przygodą życia – pełną wyzwań, wzlotów i drobnych upadków. Jeżeli czujesz, że jesteś gotów, by dodać do swojego podpisu te magiczne litery „Ph Doctor” – nie czekaj. Bo świat naprawdę potrzebuje mądrych ludzi z pasją.
Przeczytaj więcej na: https://womenmag.pl/ph-doctor-dermocosmetics-kosmetyki-stworzone-przez-dermatologa/