Każde miasto ma swoją legendę. Warszawa ma Bazyliszka, Kraków smoka wawelskiego, a Sopot… babę. Tak jest – „baba z Sopotu” to nie kryptonim tajnej operacji ani groteskowa postać z telewizyjnego kabaretu. To rzeczywista osoba (lub persona?), która podbiła internet i zyskała niemalże status celebrycki. Ta tajemnicza postać, uzbrojona w nieprzeciętny temperament i język cięty niczym noże w MasterChefie, stała się symbolem miejskiego folkloru w XXI wieku. Zacznijmy więc tę podróż wzdłuż sopockiego torowiska i przekonajmy się, kim lub czym naprawdę jest baba z Sopotu.
Skąd się wzięła baba z Sopotu?
Nie potrzeba śledztwa rodem z Sherlocka Holmesa, by ustalić, że wszystko zaczęło się… w tramwaju. A dokładniej – w gdańsko-sopockim składzie komunikacji miejskiej. Ktoś nagrał awanturującą się starszą kobietę, która z pasją godną finalistki Familiady udzielała ostrej reprymendy współpasażerom. Internauci nie potrzebowali wiele czasu, by chwycić za swoje smartfony i wystrzelić memy, tik-toki i przeróbki, aż kobieta stała się viralem z pełnym rozmachem. I tak oto narodziła się legenda – baba z Sopotu.
Internet ją pokochał – ale dlaczego?
Nie każdy bohater nosi pelerynę. Nie każdy celebryta musi mieć konto na Instagramie pełne zdjęć z Bali i reklam suplementów. Baba z Sopotu zawładnęła sercami internautów swoją autentycznością. Bez filtrów, bez scenariusza, bez ujęć z drona. Zwykła kobieta, która nie owijała w bawełnę (ani nawet w stare gazetki z Biedronki). W czasach, gdy wszyscy stawiają na wizerunek, kawa na ławę działa jak magnes – jest antytezą mainstreamu. A internet, jak wiadomo, lubi autentyczność w szalonym wydaniu.
Fakty i mity – kim naprawdę jest ta kobieta?
W sieci aż roi się od spekulacji na temat prawdziwej tożsamości baby z Sopotu. Jedni twierdzą, że jest to była nauczycielka, inni – że emerytowana pracownica kolei. Jeszcze inni obstawiają, że to po prostu ikona, która narodziła się z przypadku. Oficjalnych informacji brak. Kobieta unika rozgłosu, nie udziela wywiadów, nie występuje w talk-showach. Tajemniczość w stylu Banksy’ego to najwyraźniej jej znak firmowy… a może to właśnie dobra strategia PR?
Moralność vs. memy – czyli kontrowersje wokół baby z Sopotu
Nie wszyscy dali się uwieść urokowi tej internetowej ikony. W końcu baba z Sopotu to również temat gorących debat o granicach prywatności i dobrego smaku w internecie. Czy powinniśmy śmiać się z osoby, która być może była w trudnym stanie emocjonalnym? Czy memy na jej temat są przejawem cyberprzemocy, czy może po prostu formą ludowego humoru? Jak to zwykle bywa z viralami – jedno kliknięcie dzieli śmieszne od niewłaściwego. Czasami zbyt łatwo zapominamy, że bohaterami filmików internetowych są prawdziwi ludzie.
Baba z Sopotu jako symbol popkultury
Niewątpliwie baba z Sopotu weszła do grona popkulturowych fenomenów – na równi z nosaczem sundajskim i Andrzejem z reklamy proszku do prania. Pojawiła się na koszulkach, kubkach, a nawet… w opowieściach stand-upperów. Jej teksty cytują maturzyści i emeryci, a lokalne restauracje mają w menu „Zupę u baby z Sopotu”. Wprawdzie kariera gastronomiczna to zaskakujący twist, ale wszystko wskazuje na to, że dla tej postaci nie istnieją granice kariery.
Choć historia baby z Sopotu zaczęła się od zwykłego nagrania, dziś ma wymiar niemalże symboliczny. W niej odbija się cała gama emocji współczesnego społeczeństwa: frustracja, potrzeba ekspresji i ogromne pragnienie autentyczności. Czy to historia śmieszna, czy smutna – zależy, jak na nią spojrzymy. Jedno jest pewne: baba z Sopotu na dobre wpisała się w krajobraz naszego internetowego DNA. I choć może nie wszystkie jej wystąpienia były godne Pokojowej Nagrody Nobla, to z pewnością wywołała więcej śmiechu (i refleksji!) niż niejeden kabaret.
Przeczytaj więcej na: https://wesowow.pl/baba-z-sopotu-kim-jest-tajemnicza-gwiazda-komunikacji-miejskiej-ktora-podbila-polski-internet/