Site Overlay

Efekt Marilyn Monroe: Jak Zrozumieć i Wykorzystać Fenomen w Nowoczesnym Marketingu

Czy znasz to uczucie, gdy wchodzisz do pokoju, a oczy wszystkich nagle zwracają się w Twoją stronę? Nie chodzi o to, że masz spinacz do papieru wklejony we włosy (chociaż to też skuteczna strategia przyciągania uwagi), ale o pewną unikalną aurę, która sprawia, że błyszczysz – nawet nieświadomie. W popkulturze i psychologii społecznej to zjawisko ma swoją nazwę: efekt Marilyn Monroe. A co, jeśli powiemy Ci, że możesz wykorzystać ten fascynujący fenomen również w marketingu?

Seksapil, charyzma i… percepcja grupowa

Na pierwszy rzut oka efekt Marilyn Monroe kojarzy się z elegancją, czerwonymi ustami i falującymi blond lokami. Ale pod tą warstwą glamuru kryje się coś bardziej interesującego – zjawisko psychologiczne, które mówi, że atrakcyjność jednostki może być wyższa, gdy obserwatorzy widzą ją w grupie niż w pojedynkę. Innymi słowy – kiedy jesteś częścią „ekipy”, twój urok wzrasta. To tłumaczy, dlaczego boy bandy czy influencerzy na grupowym zdjęciu prezentują się jako prawdziwe bożyszcza tłumów, a solo… no cóż, bywają bardziej ludzcy.

Punkt widzenia zależy od kąta… kadru

Współczesny marketing nie jest już tylko sztuką sprzedaży – to teatr emocji, narracji i pierwszego wrażenia. W świecie, gdzie scrollujemy szybciej niż kiedykolwiek wcześniej przeglądaliśmy gazetę, „przyciąganie uwagi” stało się walutą. Właśnie tu wkracza efekt Marilyn Monroe. Umieszczając swój produkt, usługę czy markę w atrakcyjnym kontekście grupowym (np. zestawienie z innymi topowymi markami, influencerami, modnymi stylami życia), zwiększasz jego subiektywną wartość. Produkt nie zmienia się fizycznie, ale zmienia się sposób, w jaki go postrzegamy. Trochę jak selfie z celebrytą – niby Ty, ale jakiś taki ładniejszy.

Strategia grupowa w praktyce

Wiedząc, jak działa efekt Marilyn Monroe, warto spojrzeć na narzędzia marketingowe z nowej perspektywy. Weźmy na przykład kampanie oparte na współpracach (collaby). Kiedy marka A połączy siły z marką B (a najlepiej jeszcze z artystą C i influencerem D), odbiorca widzi pakiet „premium”. Marki, które może wcześniej były przeciętne, teraz korzystają z tzw. efektu halo, błyszcząc światłem odbitym od swoich partnerów. To jak ubieranie się do zdjęcia ślubnego – każda druhna wygląda lepiej przez obiektyw, który szuka symetrii, harmonii i… błyskotek.

Storytelling i magia grupy

Nie chodzi tylko o zdjęcia i kolaboracje. Storytelling również może być przestrzenią, gdzie rozkwitnie efekt Marilyn Monroe. Przedstawienie bohatera (produktu, usługi, brandu) jako części większej społeczności, ruchu czy trendu działa na naszej podświadomości jak filtr z Instagrama. Pojawia się magia „należenia” – ludzie chcą być tam, gdzie są inni. A skoro Twój produkt jest częścią tej magnetycznej grupy, odbiorca też chce dołączyć. Wielkie marki modowe i technologiczne doskonale o tym wiedzą. Apple nie sprzedaje tylko telefonów – sprzedaje przynależność do elitarnego plemienia miłośników minimalizmu i statusu społecznego.

Jak nie przesadzić z błyskiem?

Chociaż pokusa korzystania z efektu grupowej atrakcyjności może kusić, finalnie liczy się równowaga. Nadmierne „doklejanie się” do wszystkiego, co modne, może sprawić, że Twoja marka będzie wyglądać jak nieproszony gość na domówce studentów ASP. Pamiętaj, by zachować autentyczność i konsekwencję w komunikacji. Używaj efektu Marilyn Monroe świadomie – jako narzędzia, a nie peleryny niewidki na brak strategii.

W tym miejscu warto podkreślić, że efekt Marilyn Monroe to nie tylko zabawna anegdota psychologiczna. To także poważne narzędzie wsparcia w budowie wizerunku marki, nadawania przekazowi atrakcyjności oraz tworzenia silnej obecności online.

Fenomen uwodzenia tłumu, który przez dziesięciolecia inspirował filmowców, psychologów i copywriterów, dziś doskonale sprawdza się w praktyce marketingowej. Umieszczając swój przekaz w kontekście grupowym, emocjonalnym i pełnym charyzmy, możesz nie tylko przyciągnąć uwagę użytkownika – możesz sprawić, że zostanie z Tobą na dłużej. A to, drogi marketerze, jest dziś więcej warte niż milion wyświetleń na TikToku.